Historia „Prądniczanki” związana jest nieodłącznie z piłką nożną. To właśnie, utworzone jeszcze przed I Wojną Światową przez prądnicką młodzież, grające „na dziko” drużyny piłkarskie dały początek klubowi z 1921 roku. Piłkarze stanowili też w minionym 75-leciu trzon klubu. Z ich grona wywodzili się również późniejsi działacze.

W okresie międzywojennym sekcja piłkarska była – nie licząc wąskiej grupy szachistów – jedyną sekcją sportową Klubu. Z jej szeregów wyszedł m. in. późniejszy zawodnik „Wisły”, reprezentant kraju Antoni Łyko. W drużynie „Prądniczanki” grał również Kazimierz Kawula i 6-ciu jego synów, z których jeden – Władysław, zyskał sobie szczególną popularność w Krakowie i całym kraju, występując przez wiele lat na pozycji stopera w I-ligowej „Wiśle”. Wychowankami klubu prądnickiego byli także w latach powojennych inni znani piłkarze, którzy zasilali ligowe kluby krakowskie, jak: Fryderyk Monica, Leopold Michno, Edward Kasprzyk, Marian Morek, Stanisław Adamczyk, Jan Poprawski, Antoni Stwora, Jan Kil czy ostatnio Artur Gaweł, Krzysztof Marcinkowski i Dariusz Bubak.

W okresie międzywojennym do najważniejszych wydarzeń zaliczyć należy przyjęcie „Prądniczanki” w poczet członków KOZPN w roku 1925, a z sukcesów sportowych wspomniany już wcześniej awans do klasy „B”, wywalczony po zaciętych spotkaniach barażowych z „Mościcami” 3:2 i 4:0 oraz z „Łagiewianką” 2:2 i 3:1 (wcześniej „Prądniczanki” zdobyła mistrzostwo klasy „C” w grupie miejskiej).

Dużym sukcesem osiągniętym również w roku 1933 było zdobycie I miejsca w turnieju drużyn robotniczych Krakowa.
Kolejne lata przyniosły stabilizację zespołu, który ze zmiennym szczęściem rywalizował w rozgrywkach klasy „B”. Wreszcie, w roku 1937 w wyniku utworzenia przez KOZPN ligi okręgowej, „Prądniczanka” została przesunięta do klasy „A” i w swoim pierwszym sezonie w tej klasie rozgrywkowej zajęła bardzo dobre piąte miejsce.

W kolejnym sezonie 1938/39 „Prądniczanka” rozgrywała mecze w jednej z siedmiu grup Klasy „A” okręgu krakowskiego. W krakowskiej I grupie oprócz „Prądniczanki” grały następujące drużyny: „Bocheński”, „Czarni”, „Dąbski”, „ZKS Hagibor”, „Łagiewianka”, „Rakowiczanka”, „Sparta” i „Volania”.
Kraków prowadził również – podobnie jak obecnie – II grupę klasy „A” (Bronowianka, Kabel, Nadwiślan, Legia, Nowowiejski, Prokocim, ZKS Siła, Skawinka, Unia, Wawel). Pozostałe grupy prowadziły podokręgi w Chrzanowie, Tarnowie, Bielsku, Kielcach i na Podhalu. Klasa „A” w tych latach, po lidze państwowej klasie okręgowej, stanowiła trzeci stopień rywalizacji. Prowadzone były również rozgrywki w klasach „B” i „C”.
Wybuch wojny przerwał rywalizację sportową we wszystkich klasach rozgrywkowych. Wznowienie oficjalnych rozgrywek pod patronatem KOZPN nastąpiło dopiero po pięciu latach niemieckiej okupacji.

Pomimo srogich represji ze strony okupujących Kraków wojsk niemieckich, gry w piłkę jednak nie zaniechano i chociaż wojna zdezorganizowała całe życie miasta, a wielu piłkarzy znalazło się w szeregach wojska, zginęło, dostało się do niewoli lub zostało internowanych, to jednak corocznie odbywały się konspiracyjne zawody o mistrzostwo Krakowa (rozgrywano także zawody towarzyskie).

Zawodnicy „Prądniczanki” również brali udział w sportowej i konspiracyjnej rywalizacji w latach niemieckiej okupacji. W roku 1940 wzięli udział w tzw. turnieju błyskawicznym (mecze trwały 2 x 15 minut). Skrócony okres gry pozwalał na rozegranie kilku meczy w ciągu dnia, a tym samym na rozegranie całego turnieju w okresie od 21 września do 3 listopada.

Rozgrywki zakończyły się uroczystym rozdaniem nagród. Drużyna „Prądniczanki” otrzymała nagrodę za sportowe zachowanie i grę fair. W turnieju tym w barwach „Prądniczanki” brali udział: Stanisław Adamczyk, Bronisław Chojna, Bolesław Gawlik, Tadeusz Gębski, Karol Golemo, Bronisław Kozura, Kazimierz Kumela, Zdzisław Piastucha, Józef Poniedziałek, Henryk Porębski, Jan Rychlik, Stanisław Serafin, Julian Szybiński, Tomasz Tomczyk, Edward Wróbel. Kierownikiem drużyny był Karol Łyko.

W roku 1941 „Prądniczanka” wzięła udział w turnieju o mistrzostwo Parku Juvenia. W rozgrywkach tych wzięli udział następujący zawodnicy: Stanisław Adamczyk, Stanisław Brydak, Władysław Bryndza, Stefan Bubak, Karol Golemo, Jan Jakubowski, Kazimierz Kawula, Kazimierz Kumela, Tadeusz Malinowski, Władysław Markocki, Stanisław Nowiński, Franciszek Pawlik, Zdzisław Piastucha, Józef Poniedziałek, Henryk Porębski, Jan Rychlik, Józef Serafin, Wiktor Sitko, Julian Szybiński, Eugeniusz Wojnarowski, Edward Wróbel, Jan Wróblewski. Kierownictwo drużyny stanowili Karol Łyko i Antoni Figiel.
Trudno dziś powiedzieć czy z powodu zajęcia ostatniego miejsca w turnieju, czy też z powodu trudności ze skompletowaniem składu, ale faktem jest, że w latach 1942-44 „Prądniczanka” nie brała już oficjalnie udziału w rozgrywkach o mistrzostwo Krakowa, chociaż jej zawodnicy występowali gościnnie w innych krakowskich klubach.

Drużyna skonsolidowała się w pełni dopiero w roku 1945 i już 8 kwietnia 1945 roku rozegrała swój pierwszy mecz w wyzwolonym Krakowie. Na boisku TS „Wisła” „Prądniczanka” przegrała 0:3 z „Łobzowianką” (w ramach rozgrywek o Puchar Wydziału Spraw Sędziowskich KOZPN).

Wiosną 1945 roku „Prądniczanka” rozegrała również spotkanie towarzyskie z drużyną „Juvenii” remisując 4 czerwca 1945 roku 2:2(1:1) (Bramki: Tomczyk, Porębski), a 1 lipca 1945 roku odniosła pierwsze powojenne zwycięstwo pokonując „Płaszowiankę” 4:3(2:2). Bramki strzelili: Adamczyk 3, Tomczyk.

W 1945 roku nie utworzono jeszcze ligi państwowej, a rozgrywki prowadzone miały być we wszystkich okręgach w klasach „A”, „B” i „C”. O przydziale do poszczególnych grup zadecydowały eliminacje, do których stanęły w okręgu krakowskim 54 drużyny. Eliminacje rozpoczęły się 29 lipca 1945 roku w pięciu grupach. „Prądniczankę” przydzielono do III grupy wraz z „Bieżanowianką”, „Blokami”, „Bronowianką”, „Dalinem” Myślenice, „Koroną”, „Pocztowym Klubem Sportowym”, „Pychowianką”, „Wisłą” i „Związkowcem”. W wyniku eliminacji rozgrywanych systemem jednorundowym, „Prądniczanka” zajmując miejsce 3-6, została przydzielona do klasy „B”. Grupę wygrała „Bieżanowianka” (przed „Wisłą”) i obie te drużyny awansowały do utworzonej w 1946 roku klasy „A”.

Po czterech sezonach gry w klasie „B” w roku 1949 drużyna „Prądniczanki” awansowała do klasy „A”. Nie zachowała się niestety pełna dokumentacja rozgrywek z pierwszych powojennych lat, nie udało się również odtworzyć tabel końcowych rozgrywek z lat 1946-1949 oraz z lat 1953-54. Przedstawiamy natomiast chronologiczny przegląd tabel końcowych rozgrywek z lat 1950-1996, które chyba będą najlepszym przypomnieniem rywalizacji i komentarzem do działalności sekcji w powojennym okresie. Przypominamy również nazwiska zawodników i trenerów, którzy wnieśli największy wkład w działalność sekcji w ostatnim pięćdziesięcioleciu.

Do czołowych piłkarzy okresu 1945-1949 należeli: Jan Rychlik, Jan Szybiński, Antoni Gazel, Zdzisław Nanke, Jerzy Kumela, Henryk Porębski, Julian Kuciewicz, Stefan Kurleto, Marian Morek.

W roku 1953, w związku z kryzysem w działalności klubu, powiązanym z ciągłymi zmianami w przynależności do różnych federacji sportu, piłkarze opuścili szeregi A klasy, a klub jako całość również nie przejawiał większej aktywności. Oficjalnie w prasie sportowej „Prądniczanka” występowała pod nazwą „Sparta Artigraph”, chociaż w zakładach Artigraphu nikt nie wiedział o istnieniu drużyny. Dzięki ambicji zawodników udało się na szczęście przezwyciężyć wszelkie trudności i już po rocznym pobycie w klasie B powrócić w szeregi A klasy (nazywanej wówczas I klasą województwa krakowskiego). Podkreślić należy fakt, że w rozgrywkach klasy B w roku 1954 piłkarze z Czerwonego Prądnika zdecydowanie wygrali rywalizację, nie przegrywając ani jednego spotkania.

„Prądniczanka”, zajmując 1. miejsce, uzyskała prawo gry w barażach o awans do klasy „A”. Barażowy turniej dostarczył niebywałych emocji, a o awansie do klasy „A” naszej drużyny zadecydował najlepszy stosunek bramek spośród trzech drużyn, które uzyskały jednakową ilość punktów.

NOTKA Z KLUBOWEGO ARCHIWUM:
W 1964 roku w ramach sekcji piłki nożnej działało pięć drużyn: pierwsza („A” klasa), druga („C” klasa), dwie juniorów („A” klasa i „B” klasa) i jedna trampkarzy. Szkoleniowcem pierwszego zespołu był wtedy Władysław Szewczyk, a młodzieżą opiekował się Kazimierz Trzciński. Rok później w klubie zaczęła grać także druga drużyna trampkarzy.

Chyba nigdy w historii „Prądniczanka” nie dysponowała tak mocną drużyną. A jednak ta „armia zaciężna” (trzon drużyny stanowili piłkarze spoza Prądnika) również nie potrafiła wywalczyć upragnionego awansu do ligi okręgowej. Zacięta rywalizacja toczyła się aż do ostatniej kolejki spotkań. Niestety… w ostatnim meczu praktycznie zdegradowany już „Górnik” Wieliczka, remisując z naszą drużyną 0:0, pozbawił ją ostatecznie szans awansu. Zarówno Garbarnia Ib jak i Tarnovia, która niespodziewanie przegrała ostatni mecz (nasi piłkarze chyba nie liczyli się z taką ewentualnością), awansowały do III ligi.
Rozgrywki sezonu 68/69 to kolejna zaprzepaszczona przez naszych piłkarzy szansa awansu. Po rundzie jesiennej „Prądniczanka” zajmowała zdecydowanie pierwsze miejsce z przewagą trzech punktów nad Prokocimiem, czterech na Wisłą Ib oraz aż sześciu nad późniejszym zwycięzcą Dąbskim KS. Niepotrzebna, jak wspominają dziś ówcześni zawodnicy, zmiana trenera w przerwie rozgrywek odmieniła drużyną na gorsze. Dotychczas bardzo bramkostrzelny atak zupełnie stracił skuteczność (tylko 11 zdobytych bramek w rundzie wiosennej) i tak marzenia o awansie musiano odłożyć na następne sezony, gdyż bardzo dobre skądinąd 3. miejsce nie było premiowane awansem.

Do czołowych zawodników lat 60-tych należeli: Andrzej Zabłocki, Marian Kumański, Andrzej Broda, Edward Buda, Henryk Niestój, Zdzisław Gabryś, Witold Palonek, Zygmunt Zapart, Zbigniew Śliwiński, Mieczysław Szatko, Józef Nowak, Marek Szymula, Adam Szymula, Andrzej Chrapasiński, Krzysztof Rajtar, Adolf Wołoch, Franciszek Surówka, Zbigniew Dukat, Jerzy Konopelski, Stanisław Tabak, Zbigniew Kobylarz, Jan Stwora, Antoni Stwora, Józef Siekierka, Stanisław Kasak, Leszek Halik, Stanisław Gaczorek, Jerzy Gaczorek, Zdzisław Hul, Józef Ziąbka, Leszek Sarnecki, Tadeusz Nidziński, Kazimierz Gołda, Adam Szot, Władysław Fitt, Tadeusz Karski, Marian Lis, Roman Dziuba, Wiktor Kawula, Eugeniusz Wyroba, Jan Kil.

NOTKA Z KLUBOWEGO ARCHIWUM:
W latach 1977-1980 popularnym celem wyjazdów pierwszej drużyny na zgrupowania kondycyjne była Sucha Beskidzka, gdzie w tamtym okresie piłkarze wybrali się aż pięciokrotnie.

Do czołowych zawodników lat 70-tych należeli: Jan Kil, Ryszard Guzik, Wiesław Popielawski, Wiesław Sendor, Leszek Sendor, Jerzy Morek, Wojciech Staniszewski, Mieczysław Pietrzyk, Zbigniew Lankamer, Janusz Wichrowski, Zbigniew Bielawski, Janusz Suder, Janusz Gruszka, Marek Kukułka, Kazimierz Biegoń, Jan Kura, Tadeusz Pasternak, Ryszard Koziński, Artur Kawula, Andrzej Solarz, Marek Rojek, Marian Jaśkowiec, Krzysztof Powroźnik, Waldemar Guzikowski, Tadeusz Panek, Wiesław Klimek, Jacek Kuryś, Jerzy Fiutowski, Leszek Garbicz, Janusz Kaczor.

W latach 80-tych w barwach „Prądniczanki” najczęściej występowali: Leszek Koralus, Zbigniew Kostecki, Józef Szymula, Janusz Mrożkiewicz, Tadeusz Panek, Krzysztof Powroźnik, Marian Jaśkowiec, Andrzej Bahr, Artur Banaś, Marek Rożek, Waldemar Guzikowski, Aleksander Garlej, Ryszard Łabuz, Jerzy Kot, Mieczysław Pietrzyk, Jerzy Morys, Jacek Sitko, Janusz Kapała, Franciszek Pietryka, Józef Mucha, Piotr Kleszcz, Ludwik Bałucki, Marek Pająk, Adam Wróbel, Krzysztof Sularz, Artur Gaweł, Stanisław Wawrzusiak, Mariusz Borkowski, Krzysztof Biesiada, Marek Żak, Paweł Gaweł, Krzysztof Marcinkowski, Robert Wanat, Robert Ostachowski, Andrzej Patoń, Stanisław Czubek, Bogusław Sewiło, Jarosław Gugała.

Analizując przebieg rozgrywek lat dziewięćdziesiątych można zauważyć pewną prawidłowość – po dobrym sezonie następuje regres. Po raz kolejny, będąc w rozgrywkach 94/95 o krok od awansu, w następnym drużyna bez powodzenia broni się przed spadkiem.

W latach powojennych trenerami drużyny seniorów o najdłuższym stażu i mogącymi poszczycić się najlepszymi wynikami byli: Kazimierz Sołtysik, Stefan Bułat, Władysław Szewczyk, Tadeusz Glimas, Alfons Danielowski, Kazimierz Trzciński, Edward Jabłoński, Jan Waśniowski, Jerzy Suder, Tadeusz Moskal, Jerzy Smoter, Jan Karwecki, Franciszek Surówka.

Wyróżnić należy również oddanych klubowi na dobre i na złe trenerów grup młodzieżowych: Władysława Kolasę, Sądosława Berezieckiego, Jacka Sitko oraz Andrzeja Bahra, który właśnie w „Prądniczance” rozpoczął swoją trenerską karierę.

Na zakończenie przedstawiamy czytelnikom wypowiedzi stanowiące wspomnienia i refleksje ludzi związanych z „Prądniczanką” w różnych okresach ostatniego pięćdziesięciolecia:

Leszek Nogieć (jeden z najwierniejszych kibiców „Prądniczanki”):

„…Aż do lat osiemdziesiątych Prądnik Czerwony był małym, kameralnym osiedlem. Domów było niewiele, ale kibiców na meczach „Prądniczanki” bardzo dużo. Odwrotnie niż dzisiaj. Jako rodowity prądniczanin muszę być kibicem „Prądniczanki”. Już ponad 35 lat. Młodsi ludzie tego nie rozumieją, że bycie sympatykiem klubu dzielnicowego wcale nie wyklucza równoczesnego kibicowania „Cracovii”, „Wiśle” czy „Hutnikowi”. Tylko że moje związki z klubem są nie tylko pochodną gry w piłkę. Na obiekty klubowe przychodziło się nie tylko na zawody sportowe. Również na festyny, do kawiarni czy świetlicy i na szereg innych imprez. Dzisiaj osiedle przypomina wielką sypialnię i ludzie się po prostu nie znają.
Patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego, najlepszym okresem w historii „Prądniczanki” były lata 1969-1972. Klub nie cierpiał na braki finansowe. A i pod względem sportowym prezentował się lepiej niż dziś. Piłkarze grali w „A” klasie, ale był to odpowiednik obecnej III ligi z drużynami tarnowskimi, bielskimi czy śląskimi. Tacy zawodnicy jak: Kumański, Surówka, Siekierka czy Wiktor Kawula mogli grać z powodzeniem w znacznie silniejszych zespołach. Zresztą nie tylko poziom gry był wyższy. Również wkładali w mecz więcej ambicji i woli walki. Ale grali dla znacznie większej liczby kibiców. A w przypadku porażki długo myśleli wysłuchiwać surowych opinii na swój temat.”

Antoni Bębenek (najwierniejszy kibic klubu):

„…Od niemal 45 lat nie opuszczam meczów „Prądniczanki”. Często jestem również na treningach. Urodziłem się na Prądniku i do dzisiaj tu mieszkam. Sam nigdy nie byłem czynnym zawodnikiem. Ot, trochę w młodych latach kopałem w piłkę, ale bez większych sukcesów. Również nie czułem powołania by być działaczem, chociaż zdarzyło mi się piastować funkcję kierownika zespołu. Było to jednak dawno temu. Jestem raczej stworzony na odbiorcę meczów. Takiego, który się denerwuje i traci nerwy. A po porażce zaklina się, że już nigdy nie przyjdzie na mecz, a za tydzień znowu jest na trybunach. Dzisiaj przychodzę oglądać w akcji moich wnuków. Jednak patrząc z perspektywy czasu, wyraźnie widzę, że najlepszą drużynę miała „Prądniczanka” w latach 1950-1960. Wtedy ogólnie był wyższy poziom rozgrywek, a w tamtym zespole grało kilku naprawdę wysokiej klasy zawodników. „Prądniczanka” miała wtedy dwie drużyny seniorów i trener nie musiał się troszczyć o frekwencję na treningach. Inna sprawa, że zawodnicy mieli dla kogo grać. Stadion był pełen kibiców. Nawet na wyjazd do Jaworzna było więcej chętnych, niż mógł pomieścić autobus. Dzisiaj młodzież ma do dyspozycji znacznie więcej propozycji spędzania wolnego czasu niż wtedy. To powoduje spadek zainteresowania sportem. Kiedyś większość drużyny tworzyli gimnazjaliści nie tylko umiejący pogodzić naukę ze sportem, ale co ważniejsze znający się na co dzień. Obecnie w tych ogromnych blokach jesteśmy sobie obcy.”

Wiktor Kawula (czołowy piłkarz lat 60-tych):

„…Gdzie może zaczynać kopać piłkę chłopak z Prądnika Czerwonego, jak nie na boisku „Prądniczanki”? Tutaj grałem w drużynie trampkarzy. Ale okres juniorski spędziłem już w „Wiśle”, idąc śladami brata. Miałem propozycje pozostania w drużynie „Białej Gwiazdy”, ale czy nie wierzyłem we własne umiejętności czy też coś ciągnęło mnie na Prądnik, dość że już jako senior wróciłem do „Prądniczanki”. Jeszcze przez kilka następnych lat oferty gry składały mi inne krakowskie kluby. Ja jednak dobrze się czułem na Prądniku i nie zamierzałem zmieniać klimatu. Tym bardziej, że chociaż graliśmy wtedy (lata 50-60) tylko w „A” klasie, mieliśmy naprawdę dobrą drużynę. Po prostu chciało się grać. Zresztą należy pamiętać, że ówczesna „A” klasa odpowiadała dzisiejszej III lidze. Dla ówczesnego zarządu klubu marzeniem był awans do klasy okręgowej. Chyba jedyny raz w historii klubu większość zawodników tworząca pierwszą drużynę była spoza Prądnika. Ale byli to znakomici chłopcy, grający wcześniej w „Wiśle”, „Cracovii” czy „Wawelu”. Surówka, Józef Siekierka, Jerzy Konopelski, Zdzisław Gabryś, Adolf Wołoch, Edward Buda czy Ziąbka. Tworzyliśmy zgrany, jak to się wtedy mówiło, kolektyw. Obowiązywało hasło „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Byliśmy ze sobą na boisku i poza nim. Nie było mowy o opuszczaniu treningów. Wzajemnie się pilnowaliśmy. Zresztą, jak na ówczesne czasy, organizacja klub była niemal wzorowa. Pomagała nam huta szkła, której dyrektor był równocześnie wiceprezesem klubu. Zresztą jak mogliśmy grać źle, skoro wtedy niemal każdy mieszkaniec Prądnika był równocześnie działaczem klubu? A na stadion przychodzili niemal wszyscy mieszkańcy.”

Władysław Lalik (czołowy piłkarz lat 50-tych):

„Z „Prądniczanką” jestem związany od najmłodszych lat. Zresztą jak każdy chłopak ze starego Prądnika. Tutaj zacząłem grać w drużynie juniorów w roku 1946, ale trzeba pamiętać, że były to inne czasy. Nie było telewizji, wideo, a główną rozrywką młodych ludzi był sport. W czasie wakacji potrafiliśmy grać w piłkę od rana do wieczora. Już jako junior występowałem w pierwszym zespole „Prądniczanki”. Musiałem być obiecującym zawodnikiem, gdyż w czasie służby wojskowej znalazłem się w szerokiej kadrze Legii, a ówczesnego CWKS Warszawa. Nie miałem co prawda szansy gry w pierwszym zespole, ale trzeba pamiętać, że w tych latach w Legii występowali tacy zawodnicy jak Jankowski, Olejnik, Orłowski czy Stefaniszyn. Po roku znalazłem się w OWKS Lublinianka, by następnie trenować i grać w drużynie szkoły oficerskiej w Zegrzu. Do Krakowa wróciłem w 1954 roku. Przyjechałem w piątek, a już na drugi dzień grałem mecz w barwach „Prądniczanki” w meczu w „A” klasie. Trzeba jednak pamiętać, że ówczesna „A” klasa odpowiadała dzisiejszej III lidze. Naszymi rywalami były takie zespoły jak: Sandecja, Bocheński, Metal Tarnów czy Żywiec. Często rozgrywaliśmy nawet dwa spotkania dziennie i sił starczało. Grałem na skrzydle i chociaż nikt nie prowadził takiej statystyki, byłem jednym z najskuteczniejszych zawodników w historii klubu. Pomimo propozycji gry w innych klubach, w wyższych klasach, pozostawałem wierny barwom „Prądniczanki” do końca swojej kariery piłkarskiej czyli do początku lat 60-tych. Zaś kibicem pozostałem do dnia dzisiejszego. Na palcach rąk można obliczyć liczbę meczy, które opuściłem. Częściej jestem na stadionie przy ulicy Boboli niż na spotkaniach I czy II ligi.

Dzisiaj szczególnie młodych może dziwić takie przywiązanie do klubu. W okresie mojej młodości, wokół klubu toczyło się, nie tylko sportowe, życie dzielnicy, ale również kulturalne i towarzyskie. Na nasze mecze przychodziło często ponad 500-600 kibiców. Mecz niedzielny był głównym tematem rozmów mieszkańców Prądnika Czerwonego przez najbliższe kilka dni. A nam piłkarzom, gdy nie wyszedł mecz, wstyd było się pokazywać na ulicy. Cóż, wtedy były inne czasy.”

Andrzej Bahr (jeden z najlepszych piłkarzy lat 80-tych, trener grup młodzieżowych):

„…Do gry w „Prądniczance” przekonał mnie we wrześniu 1982 roku jej ówczesny trener, pan Tadeusz Moskal. Co prawda tuż po moim przyjściu do klubu przestał on pełnić swoje obowiązki, ale nie mniej dobrze układała się moja współpraca z jego następcą, Jankiem Karweckim. Zresztą nie tylko dlatego 6 lat gry w tym klubie do dnia dzisiejszego wspominam z olbrzymim sentymentem. Odszedłem z „Prądniczanki” w 1988 roku. Spowodował to natłok pracy zawodowej. Zajęcia na studium WF Politechniki Krakowskiej oraz propozycja pracy z juniorami Cracovii. Jednak nie zapomniałem, że początki mojej kariery trenerskiej są związane właśnie z „Prądniczanką”. Już w ostatnich latach czynnej gry w „Prądniczance” prowadziłem zajęcia z grupami trampkarzy. A przecież to właśnie wyniki pracy z nimi dały możliwość pracy na wyższym szczeblu. Jednak więcej miejsca w moich wspomnieniach zajmuje sama gra. A szczególnie ten moment, gdy awansowaliśmy w 1986 roku do klasy okręgowej. To była naprawdę dobra drużyna. Pierwszy raz w całej karierze zawodniczej spotkałem się z taką atmosferą w klubie. Przebywaliśmy ze sobą nie tylko na treningach czy meczach. Razem również spędzaliśmy wolny czas. W większości byli to chłopcy urodzeni na Prądniku. Zaakceptowali mnie i trudno mi dzisiaj przypomnieć sobie milsze chwile. Do tego ta ogromna ilość kibiców i działaczy, pracujących społecznie, poświęcających swój czas dla klubu. To cała otoczka jest nie do zapomnienia.”

Jan Karwecki (były reprezentant Polski, czołowy bramkarz „Górnika” Wałbrzych, „Lecha” Poznań, „Szombierek” Bytom, „Wisły Kraków” i „Cracovii”, w latach 80-tych długoletni trener drużyny seniorów i juniorów „Prądniczanki”:

„…Zawsze będę pamiętał moje pierwsze spotkanie z drużyną „Prądniczanki”. Występowałem wtedy w krakowskiej Wiśle i rozgrywaliśmy mecz pucharowy z „Prądniczanką”.
Przyjechaliśmy w bardzo mocnym składzie, a mimo to przegraliśmy 0:1 po strzale Kila. Zainteresował mnie ten zespół, a ponieważ kończyłem już czynną karierę zawodniczą, już po roku byłem jej trenerem (1982). I pracowałem w tym klubie 11 lat. W tym czasie dwukrotnie uzyskaliśmy awans do klasy okręgowej (1986 i 1990). Niestety, sukces ten za każdym razem okazywał się krótkotrwały. Za pierwszym razem młoda drużyna zwyczajnie nie poradziła sobie w wyższej klasie. Inaczej mogły potoczyć się jej losy za drugim razem. Była to drużyna złożona z niezwykle utalentowanych zawodników. Krzysztof Marcinkowski, Dariusz Bubak czy Stanisław Czubek mieli pełne możliwości gry w zespołach w znacznie wyższej klasie rozgrywek. Pierwsza dwójka rozegrała kilka spotkań w II-ligowej „Cracovii”, a Czubek w „Wawelu”. O Marcinkowskim ówczesny trener „pasów” Lucjan Franczak wyrażał się w samych superlatywach. Niestety, przewlekła kontuzja uniemożliwiła mu pokazanie pełni umiejętności w II lidzie.
Pracę z tym zespołem mogę wspominać tylko w jasnych barwach. Był to zespół nie tylko kolegów z boiska ale i poza nim. I to w dobrym tego słowa rozumieniu. Wszyscy chłopcy prezentowali nie tylko wysoki poziom sportowy, ale, co ważniejsze, intelektualny. Zresztą w tym czasie w klubie, we wszystkich grupach wiekowych, praca była doskonale zorganizowana i kierowana przez znakomitych specjalistów. Żaden zawodnik po skończeniu kariery nie odchodził z klubu, tylko pozostawał w nim jako działacz lub trener. Do tego dochodził brak zmartwień o sprzęt, wyjazdy czy możliwości treningu. Zmieniła się ta sytuacja pod koniec lat 80-tych i nowy zarząd musi umieć się znaleźć w tej sytuacji, by nie zgubić tego, co jest naturalną siłą tego klubu. Domowej atmosfery i przywiązania do barw klubowych.”

Franciszek Surówka (jeden z najlepszych bramkarzy w historii Klubu, długoletni trener drużyn wszystkich kategorii wiekowych):

„…Z Prądnikiem jestem związany rodzinnie. Tutaj się ożeniłem i zamieszkałem. Do „Prądniczanki” trafiłem po grze w Czarnochowicach i „Wawelu”, w roku 1965. W jej barwach występowałem przez niemal 10 lat. I chociaż dzisiaj jestem związany z „Hutnikiem”, gdzie opiekuję się grupami juniorów, to staram się regularnie być na meczach „Prądniczanki”. Tych lat gry nie da się wymazać z pamięci. Występowaliśmy w „A” klasie, ale gdyby nie pewne „zawirowania” w klubie, stać nas było na grę w wyższej klasie. W momencie mojego przyjścia do zespołu walczyliśmy o okręgówkę. Raz po raz nie udawało nam się wywalczyć awansu, a byliśmy tego niemal co roku bardzo blisko. Tąpnięcie nastąpiło w 1973 roku. Aż siedmiu zawodników odeszło z drużyny i skończyło się to spadkiem do klasy „B”. Co prawda już po jednym sezonie powróciliśmy do „A” klasy, ale ja jednak byłem już wtedy zdecydowany na zakończenie kariery. Interesowała mnie zawsze praca z młodzieżą. Rozpocząłem ją właśnie w „Prądniczance”. Teraz jestem w „Hutniku”, ale problemy dawnego klubu nie są mi obce. Zresztą pod tym względem niewiele się zmieniło do dnia dzisiejszego. Może nie ma już dzisiaj tylu kibiców, ale cały obecny zarząd jak i większość zawodników to są ludzie z Prądnika oddani temu klubowi całym sercem.”

baner poziomy